Są takie wakacje, po których człowiek wraca do domu i myśli: właśnie tego nam było trzeba.
Tym razem postanowiliśmy spędzić dwa tygodnie trochę na zadupiu. I piszemy to w najlepszym możliwym znaczeniu tego słowa. Z dala od tłumów, korków, hałasu, galerii handlowych i codziennego biegania z zegarkiem w ręku.
Naszym miejscem na te wakacje była Osada Aurora w Miszkowicach. Przyjechaliśmy całą rodziną, oczywiście z dziećmi, więc jak każdy rodzic wiedzieliśmy, że udany urlop zależy nie tylko od tego, czy dorośli mają gdzie wypić spokojnie kawę, ale również od tego, czy dzieci mają co ze sobą zrobić.
I tutaj zaczęło się bardzo dobrze.
Wakacje bez wielkiego planu
Nie mieliśmy rozpisanego każdego dnia od godziny 8:00 do 20:00. I chyba właśnie dzięki temu było tak fajnie.
Jednego dnia wstawaliśmy rano, jedliśmy śniadanie i ruszaliśmy zwiedzać okolicę. Innym razem patrzyliśmy za okno i dochodziliśmy do wniosku, że dzisiaj nigdzie nie jedziemy.
Bo przecież na wakacjach też można po prostu nic nie robić.
W okolicy jest naprawdę sporo miejsc, do których można wyskoczyć na kilka godzin albo na cały dzień. Góry, jezioro, małe miejscowości, czeska strona Karkonoszy – każdego dnia można było wymyślić coś innego.
A kiedy nie mieliśmy ochoty zwiedzać, zostawaliśmy w Osadzie.
I to wcale nie był dzień stracony.
Dzieci miały swoje królestwo
Jedną z największych zalet pobytu z dziećmi okazał się domek dla dzieci.
Dla nas – niepozorna atrakcja.
Dla nich – centrum wszechświata.
Potrafiły spędzać tam naprawdę dużo czasu, wymyślając własne zabawy, „gotując”, urządzając bazę i robiąc wszystkie te rzeczy, których dorośli już kompletnie nie rozumieją.
A my?
My mogliśmy w tym czasie spokojnie usiąść na tarasie, wypić kawę, porozmawiać albo po prostu przez chwilę patrzeć przed siebie.
Rodzice wiedzą, że podczas rodzinnych wakacji taka chwila ciszy jest czasami więcej warta niż pięciogwiazdkowe SPA.
Trochę zwiedzania, trochę lenistwa
I właśnie tak mijały nam kolejne dni.
Jednego dnia wycieczka.
Drugiego spokojny poranek.
Potem znowu gdzieś jechaliśmy.
A następnego dnia nikomu nie chciało się ruszać samochodu.
Po dwóch tygodniach zorientowaliśmy się, że właśnie taka mieszanka najbardziej nam odpowiada. Nie mieliśmy poczucia, że „musimy coś zobaczyć”, bo przecież jesteśmy na wakacjach. Jednocześnie okolica dawała tyle możliwości, że kiedy pojawiała się ochota na wycieczkę, zawsze było dokąd pojechać.
Czy Osada Aurora jest na zadupiu?
No cóż…
Trochę jest. 😉
Ale jeżeli przez „zadupie” rozumiemy miejsce, gdzie wieczorem jest spokojnie, zamiast samochodów słychać przyrodę, dzieci mogą się bawić, a człowiek po kilku dniach przestaje co pięć minut zaglądać do telefonu – to zdecydowanie jesteśmy #TeamZadupie.
Zresztą coraz częściej właśnie takich miejsc szukamy na urlop.
Nie kolejnego apartamentu przy ruchliwej ulicy.
Nie hotelu z setką innych gości.
Tylko swojego kawałka przestrzeni, gdzie można naprawdę odpocząć.
Dlatego idea miejsc pokazywanych na nazadupiu.pl jest nam bardzo bliska. Bo czasami najlepsze miejsca znajdują się właśnie tam, gdzie początkowo wydaje się, że „nic nie ma”.
A później okazuje się, że jest wszystko, czego potrzebowaliśmy.
Dwa tygodnie minęły zdecydowanie za szybko
Przez dwa tygodnie zdążyliśmy trochę pozwiedzać, trochę poleniuchować, spędzić sporo czasu razem i – co chyba najważniejsze – naprawdę zwolnić.
Dzieci miały swoje miejsce do zabawy.
My mieliśmy swój taras, ciszę i przestrzeń.
Nie goniliśmy za atrakcjami od rana do wieczora.
Nie wróciliśmy z urlopu bardziej zmęczeni niż przed wyjazdem.
I chyba właśnie dlatego Osadę Aurora będziemy wspominać bardzo dobrze.
Jeżeli więc szukacie miejsca na rodzinne wakacje w Karkonoszach i nie przeszkadza Wam, że będziecie trochę na zadupiu, może się okazać, że trafiliście dokładnie tam, gdzie trzeba.
Bo czasami warto pojechać trochę dalej od wszystkiego…
żeby przez chwilę być bliżej siebie.
